|
Są rzeczy stałe na tym świecie |
|
Ostatni tydzień przyniósł wysyp informacji o Elektrimie. Poczułem się jak za dawnych lat i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Elektrim to jedna z tych spółek, o których kiedyś mówiło się co dnia. A był taki czas - koniec lat 90. XX w. - gdy zagraniczni inwestorzy kupowali akcje firmy, by mieć ekspozycję na niemal całą gospodarkę. Do tego dokupowano papiery któregoś z banków oraz akcje Telekomunikacji Polskiej i polski portfel był domknięty.
Zachodnie banki inwestycyjne za punkt honoru stawiały sobie mieć rekomendację akcji Elektrimu. Czasy świerności minęły, firma pogrążona w problemach związanych z niewykupieniem na czas obligacji zmierzała ku upadkowi. Po drodze wycofano jej akcje z obrotu i coraz mniej osób, także dziennikarzy, śledziło losy niegdysiejszego giganta. Teraz Elektrim wraca do gry. Ogłoszono 21 czerwca komunikat o tym, że przeniesione przed laty z Elektrimu do Lans Investments akcje Rafako wracają w ręce Elektrimu, był sygnałem, że coś się dzieje. Gdy siedem dni później PBG poinformowało, że chce za 540 mln zł. odkupić od Elektrimu 50 proc. plus jedną akcję Rafako, wiadomo było, co się dzieje. Oferowana cena była o dwie trzecie wyższa niż aktualny kurs rynkowy papierów raciborskiej spółki. Nie ma się więc co dziwić, że cena akcji Rafako poszybowała w górę. Jednak nie tylko wokół Rafako kręcił się elektrimowski tydzień. Prezes spółki ujawnił, że ruszyły prace zmierzające do wprowadzenia na warszawską giełdę akcji ZE Pątnów - Adamów - Konin. Stwierdził też, że poza energetyką Elektrim chce się skupić na deweloperce i zarządzaniu nieruchomościami.
Źródło: Rzeczpospolita |